Jak chodzący klub powoli pomaga mojemu reaktywnemu psu

trenuje

Mówimy dużo o reaktywnych psach tutaj na Dogstorze: "Istnieje różnica między reaktywnym psem a agresywnym," "Najtrudniejsza część o posiadaniu psa reaktywnego to inni rodzice zwierząt domowych" i "Jak powstrzymać psa przed wyrzucaniem na inne psy na spacerze", żeby wymienić tylko kilka artykułów. Niedawno, kiedy uprząż Maybelle się zepsuła i ruszyła w pogoń za psem napinającym się na smyczy i szczekającym na nas (nikt nie był skrzywdzony), zdecydowałem, że nadszedł czas, aby podwoić wysiłki treningowe. Nie było już przekonania, że ​​regularna klasa posłuszeństwa była odpowiedzią (wzięliśmy co najmniej cztery), dołączyłem do "klubu spacerowego".

Reaktywność Maybelle nigdy nie była związana ze strachem lub agresją. Jest w stanie iść do przedszkola i ma kilku przyjaciół-szczeniaków. Ale Maybelle jest sfrustrowanym powitaniem. Zanim zamieszkała ze mną na przedmieściach, mieszkała w wiejskiej Gruzji, gdzie, jestem prawie pewna, wolno jej było wędrować swobodnie. Nigdy nie jest całkowicie dostosowana do świata, w którym nie może podbiegać do każdego psa, którego widzi. Dodajmy do tego nielegalne psy, które wydają się mnożyć każdego dnia, a problem jeszcze się pogorszył.

Lekcje posłuszeństwa były świetne, ale po prostu nigdy nie przełożyły się na prawdziwe życie. Potrzebowałem rozwiązania, które pomogłoby Maybelle nauczyć się chodzić w obecności psów, których nigdy nie spotkała i nie rzucać furii za każdym razem. Tak więc klub spacerowy wydawał się idealnym rozwiązaniem. W każdą niedzielę przez osiem tygodni udajemy się do nowego parku lub szlaku i spotykamy się z grupą psów na spacer. Niektóre z nich reagują na psa. Niektórzy nie lubią samochodów. Inni mogą się trochę bać ludzi. Niektórym nie przeszkadza wiele. Razem przechodzimy przez rękawicę ludzi, psów, spacerowiczów, biegaczy, rowerów, a nawet okazjonalnych zwierząt hodowlanych.

Jesteśmy w połowie ośmiu tygodni i to była kolejka górska.

Tydzień pierwszy: Nasz pierwszy spacer był ciężki

Nie spodziewałem się, jak będzie zimno, a moje zęby gadały przez cały czas. Maybelle, wierna swemu dziedzictwu hodowlanego bydła, nie doceniła czasu, gdy pies odważył się wyjść z pojedynczego pliku. Czasami zdawało się, że wyskakuje nie z prawdziwego powodu, poza zwykłą frustracją. Szczerze mówiąc, była wichurą. Ale przez większą część klasy była w stanie chodzić w odległości mniej więcej 10 stóp od innych psów przez znaczny okres czasu.

Tydzień drugi: wpadnięcie w rytm

Zanim nasz drugi spacer się przewrócił, pogoda się poprawiła, a klub spacerowy rósł. W klasie mieliśmy nowe psy, ale inne osoby zaczęły chodzić także po psach. W tym tygodniu Maybelle poszło znacznie lepiej. Cocker Spaniel, który był nowy w klasie, zdawało się ją odmierzać, ale wpadła w rytm bardziej znajomych psów - a nawet kilku nowych, całkowicie zadowolonych z siebie, Bassett Hounds. I ku mojemu zdziwieniu, nie przeszkadzały jej nawet inne psy w parku - z wyjątkiem jednego Beagle, który ryczał z całej naszej grupy.

Kiedy zbliżyliśmy się do końca spaceru i parkingu było widać, zaczęła działać trochę - a trenerzy prowadzący klub zauważyli, że zrobiła to samo tydzień wcześniej. Jedno było jasne: Maybelle nie chciał zakończyć tej wędrówki, nie musząc powąchać kilku niedopałków, ale było to ściśle wbrew obowiązującym przepisom klubowym.

Tydzień trzeci: największe wyzwanie jeszcze

Nie tylko poszliśmy do ruchliwy park z mnóstwem innych psów, ale były tam owce, muły i mnóstwo innych zwierząt jako rozrywek. Właśnie wysiedliśmy z samochodu i zaczęliśmy zbliżać się do grupy, kiedy ktoś mający dobre intencje laboratorium uciekł z tylnego siedzenia i skierował się prosto do mnie i Maybelle. Oparła się o kołnierz głowy jak koń rodeo, a właściciel psa ruszył przepraszająco i zabrał swojego psa do samochodu.

Pozostali członkowie klasy poszli całkowicie gładko. Było tak gorąco, że zastanawiałem się, czy nie jest zbyt zmęczona, by dbać o inne psy. Ale potem, kiedy zbliżyliśmy się do parkingu, zrobiła ostatnie zdjęcie, by spotkać - na szczęście niereaktywnego - Owczarka Szetlandzkiego. Rzuciła się i napięła smycz, ale szybko się uspokoiła. Po tej lekcji byłem pewien, że jesteśmy na dobrej drodze do uzyskania reaktywności Maybelle pod kontrolą.

Tydzień czwarty: zupełnie inna historia

Po raz pierwszy mój chłopak mógł się przyczepić. Spóźniliśmy się i ledwo zdążyliśmy złapać grupę, co także oznaczało, że nie mieliśmy czasu na aklimatyzację, zanim wyruszyliśmy na spacer. Tym razem zamiast parku byliśmy na szlaku kolejowym, otoczonym drzewami. Trudniej było dać miejsce nadjeżdżającym psom. Mieliśmy również awarię sprzętu, gdy Maybelle nieustannie protestował przeciwko jej Delikatnemu Przywódcy i udało jej się to zepchnąć. Przełączyliśmy się z uprzęży z przodu na Łagodnego Przywódcę, ponieważ uprząż zamienia ją w wirującego derwisza, gdy ona się podnieca, a lider ułatwia mi ją kontrolować - kiedy ją trzyma.

Tego dnia zrobiliśmy kilka kroków. Zadziorny mały terier, który nie należał do naszej grupy, spaprał Maybelle, a tam dopiero się pogorszyło. Nie straciłem jednak nadziei. Wszyscy mamy złe dni, a ja wyraźnie nie odłożyłem jej na sukces w to szczególne popołudnie. W przyszłym tygodniu jestem pewien, że będzie lepiej!